Bóg Historii | Loki Sezon 2
Tekst zawiera spoilery do drugiego sezonu serialu Loki!
Od już prawie trzech lat
platforma Disney+ zabiera nas w świat serialu Kinowego Uniwersum Marvela.
Jednym z ukazujących się tam tytułów jest Loki,
którego pierwszy sezon miał możliwość gościć na naszych ekranach od czerwca
2021 roku, zaś od troszkę ponad miesiąc temu emitowany jest drugi sezon tejże
produkcji. Odkąd pamiętam zawsze byłem fanem zmcufikowanej wersji tejże
postaci, filmy z Thorem w roli głównej oglądałem znacznie bardziej ze względu
właśnie na naszego boga kłamstw (ale czy nadal ten przydomek pasuje?), więc jak
tylko dostał on swoją własną produkcję nie mogłem nie czuć się podekscytowany.
Pierwszy sezon zdobył ogrom mojej sympatii dzięki postaciom, konceptom poruszanym
w fabule, więc pojawia się pytanie czy sequelowi również udało się zagościć w
moim serduszku? Sami się przekonajcie.
Drugi sezon przygód naszego
koleżki z nordyckiej mitologii nadal wiele uwagi stawia na poruszanie konceptów
multiwersalnych związanych z liniami czasowymi, jednocześnie dając nam wielką
petardę pod kątem rozwoju postaci. Multiwersum to myśl mogąca wprowadzać wielu
przeciętnych widzów w zakłopotanie, lecz produkcja daje nam tak wiele
ekspozycji ku niej jednocześnie tłumacząc wieloaspektowość tejże myśli, że
chyba jeszcze nigdy nie udało się tak dobrze wszystkiego z Multiwersum przedstawić
widzom aby udało się im pojąć cały ten koncept. Tempo historii jest wyśmienicie
wyważone, widać, że plan fabularny od samego początku był dopięty na ostatni
guzik. Bohaterowie dostają tyle czasu ile potrzebują, nikt ich nie pogania czy
to w momentach dialogowych czy po prostu niewerbalnej metaforyczności. Serial całe
szczęście nie jest również przepełniony akcją i niepotrzebnymi pojedynkami, oczywiście
produkcja posiada nie jedną scenę walki, lecz nie przeszkadzają one w całej
kompozycji i nie przerywają ważnych dla fabuły momentów, są one raczej wyważone
i znają swoje miejsce w całym galimatiasie. Historia stawia bardziej na
intelektualną ścieżkę prowadzenia fabuły poprzez np. doszukiwanie się rozwiązań
pewnych problemów, czy właśnie ekspozycję konceptów wpisujących się w kino
sci-fi, jednocześnie dając odpowiednią ilość czasu na rozwój postaci jak i
relacji między nimi.
Mobius to świetny kompan Lokiego,
ich przyjaźń jak i wcześniej (skrada serce) jest świetnie przez scenarzystów
prowadzona. Widać, że te postacie mają już jakąś historię, przeszły już jakąś
drogę a teraz ich przyjaźń już mocno zacieśniona pokazuje jak wiele sympatii
tych dwóch bohaterów siebie darzy i jak dużo znaczą oni dla siebie. Postać
Mobiusa jest jednocześnie prosta, to zwykły facet, który wykonuje swoją pracę,
ale jednocześnie ta jego zwykłość daje
tak dużo zaangażowania w jego los i takiego wręcz komfortu, sam nie mogłem się
powstrzymywać od uśmiechu na twarzy w momencie kiedy się on pojawiał. Co do
jego zwykłości to nawet jego życie na linii czasu wydaje się właśnie zwykłe, to
ojciec dwóch chłopców, który po prostu stara się jakoś utrzymać rodzinę. Przez
wszystkie wydarzenia jego postać nie ukazuje niczego niezwykłego, czegoś czego
nie mógłby dokonać nikt inny a jednocześnie nie wyobrażam sobie aby miał on
zostać zastąpiony to naprawdę świetnie napisana postać, a do tego Owen Wilson w
tej roli daje jej wiele uroku.
Sylvie zaś jako postać widać iż
osiągnęła trochę wewnętrznego spokoju i chce znaleźć sobie miejsce na osi czasu
gdzie będzie mogła sobie po prostu najzwyczajniej w świecie żyć. Oczywiście ona
również jest wciągnięta w całą historię, a jej relacja z Lokim nie próbuje już
być w żaden sposób romantyczna, a bardziej przyjacielska oraz nasza bohaterka
służy trochę jako głos mający na celu nadać tytułowej postaci szersze spojrzenie
na wydarzenia. Stara się ona pokazać, że wszystko co się dzieje nie musi być
białe i czarne, oraz iż czasami warto dać od siebie więcej a nie szukać
rozwiązań idących po najniższej linii oporu. Ouroboros jako nowa postać w tymże
zakątku wniósł dość dużo humoru, to typowy gość, który żyje tylko swoją pracą a
jego kontakty międzyludzkie wręcz leżą na samym dnie morza, ale gdy tylko udaje
mu się poznać naszych bohaterów zaczyna on wnosić dość dużo pozytywności do
całej historii. Dzięki zdolnościom aktorskim Ke Huy Quana Obi wypada dość
barwnie i skupia na sobie uwagę w odpowiednich dla całości wybrzmienia historii
momentach.
Pora na poświęcenie chwili naszym
ciemnym charakterom. Ravonna i Miss Minutes łączą siły aby odnaleźć Kanga (w tym
wariancie Victor Timely) i dojść do ponownej władzy. Miss Minutes jak zawsze
przerażająca i doprowadza do jednej z może nie naocznych ale zdecydowanie
makabrycznych scen w MCU. Zaś Ravonna jak i Victor tworzą ze sobą dość
toksyczną relację, pełną zdrad i prób stosowania przemocy, co było dla mnie
wręcz wyborne ze względu na komiksowość tejże relacji. Kang i Ravonna w
komiksach jako małżeństwo byli zawsze przepełnieni zdradami i próbami odebrania
życia drugiej połówce więc widząc tutaj zaczątki takiejże relacji jako fan nie
mogłem powstrzymać się od radości (w świecie rzeczywistym nie popieram
toksycznych relacji, a tym bardziej zdrad czy przemocy).
Idąc już do wisienki na torcie czyli
tytułowego bohatera Lokiego, który fanom MCU obcy być nie powinien tutaj
dopiero wchodzi petarda. Loki stara się najmocniej z sił pomóc TVA w zażegnaniu
kryzysu rozrastających się linii czasu, jednocześnie samemu przechodząc kryzys
egzystencjalny. Nawet nie wiecie jak bardzo zaangażowałem się w drogę naszego
nordyckiego boga, oraz zwrot akcji związany z jego potrzebami. Sylvie stawia
swój Hiddlestonowy wariant przed uświadomieniem sobie czego tak naprawdę chce,
moment w którym Loki zdaje sobie sprawę iż tak naprawdę on nie chce uratować
całej rzeczywistości, on nie chce pomóc TVA i Mobiusowi, kieruje nim po prostu
trochę egoistyczna potrzeba drugiej osoby. Jego intencje nie są w pełni szczere
nie pomaga bo wie, że to dobre, pomaga bo wie, że tylko tak nie zostanie sam.
Tak więc moment w finale gdy Loki poświęca się zostając nowym strażnikiem czasu
jednocześnie skazując się na wieczną samotność to chwila wręcz potężna dla rozwoju
i drogi naszego bohatera i tego jak z boga kłamstw staje się bogiem historii. Byłem
zachwycony a łezka mi się w oku kręciła, gdyż nawet jeśli jest to koniec
historii Lokiego to jest to bardzo satysfakcjonujący koniec, droga jaką postać
przeszła przez każdy swój występ jest czymś naprawdę niesamowitym i konkluzja
do jakiej dochodzi w tejże produkcji to coś niebywałego bo Loki doszedł do
momentu kompletnie altruistycznego czynu nie kierując się swoimi potrzebami, a
tym jak wiele jest w stanie oddać za bezpieczeństwo tych, na których mu zależy
najbardziej.
Drugi sezon oceniam jak
najbardziej pozytywnie, tempo akcji, ekspozycja, relacje między postaciami jak
i same postacie jak najbardziej na plus. Wizualnie również ta produkcja nie
zawodzi choć mogła ona być troszkę lepsza pod względem wyglądu. Niemniej jednak
jest to wspaniałe zakończenie historii naszego tytułowego bohatera jak i
postaci związanych bardziej z TVA, jednocześnie otwierając nam okno dla Kanga i
jego wariantów, którzy za pewne będą chcieli znów podbić Multiwersum. Nie
pozostaje nic innego jak czekać na kolejne produkcje MCU prowadzące do wielkich
konkluzji w Kang Dynasty i Secret Wars. Słyszałem,
że ponoć w The Marvels pojawia się
jakiś motyw multiwersalny lecz samego filmu jeszcze nie miałem przyjemności
obejrzeć, ale jeśli studia pozwolą to może w przyszłym tygodniu wybiorę się do
kina. Wam tymczasem bardzo polecam seans drugiego sezonu Lokiego więc jeśli macie możliwość to koniecznie dajcie mu szansę a
się nie zawiedziecie.
P.S Wy też spostrzegacie drzewo
czasu jako metaforę Yggdrasilu, czyli Drzewa Światów pochodzącym z mitologii
nordyckiej jako źródło istnienia?







Komentarze
Prześlij komentarz