Wielka wojna Battleworldu | Secret Wars

 

W 2015 roku po kilkuletniej sadze Jonathana Hickmana w Avengers i New Avengers przyszedł czas na wielką konkluzję historii w Secret Wars. Przełomowe wydarzenie podczas, którego dochodzi do wielkiej multiwersalnej wojny odgrywającej się na ochłapach resztek z poinkursjowych światów, a w jej centrum wielkie intelektualne starcie między Reedem Richardsem a Doktorem Doomem, czy tutaj raczej bogiem Doomem. Przyznaję jestem wielkim fanem konceptów związanych z multiwersum więc ogromne wydarzenie związane z kolizjami wariancji Ziem, z wielką wojną o przywrócenie dawnej rzeczywistości, a w samym centrum mój ulubieniec Reed Richards i jeden z moich ulubionych antagonistów czyli Doktor Doom, no czy czegoś mi więcej do szczęścia potrzeba?



Fabuła jest bardzo kreatywna i dobrze prowadzona, każdy zakątek uniwersum Marvela dostaje swój „kraj” na Battleworldzie czyli świecie wykreowanym przez Dooma podczas ostatniej inkursji Ziem 616 i 1610. Widać tutaj wpływ Dooma, który jako wcześniej monarcha Latverii tutaj na całym świecie, w każdej jego części wprowadza ustrój monarchistyczny, co bardzo ciekawie się prezentuje patrząc na dobrze znane z komiksów postacie w tym zupełnie nowym wydaniu. Świat niby spokojny pod totalitarną władzy „boga” Dooma oczywiście musi żyć w pełni pod dyktando swojego stwórcy, lecz w pewnym momencie okazuje się, że część postaci z „poprzedniego świata” udało się przetrwać w kapsule (m.in. Reed Richards, Spider-Men, Thor tudzież Jane Foster, czy Cyclops pod wpływem Phoenix) i pamiętają oni wszystko a dowiadując się co Doom zrobił ze światem i jak nim włada postanawiają położyć temu kres.



To właśnie wtedy nasz główny protagonista Reed Richards dowiaduje się jak Doom przekształcając świat wiele mu odebrał czyniąc to wszystko już nie zwykłą rywalizacją ale czymś osobistym, czymś perfidnym i tak potwornym, że Doom bardziej skrzywdzić Reeda nie mógł. Nasz jakże nielitościwy monarcha nadpisując rzeczywistość przyjął za swoją królową Sue Richards, a za potomstwo Franklina i Valerię Richards czyli odebrał i uczynił swoimi żonę jak i dzieci Reeda, akt tak pełen nienawiści i pogardy dla przeciwnika, że bardziej personalnie się już go chyba skrzywdzić nie dało. To właśnie iskra, która wznieciła największy konflikt między tymi dwoma osobnikami, to do jakiego starcia nie tylko pod względem fizycznym ale i również intelektualnym jest czymś wybitnym, to napięcie między dwiema postaciami oraz stawka jak i osobiste podłoże wraz z narracją naszego scenarzysty wypada naprawdę wybitnie.



Scenarzyście zdecydowanie się należy nagroda za ogrom kreatywności jaką się wykazał pisząc ten komiks jak i tworząc całą sagę prowadzącą do tego właśnie momentu, jak dużo serca dla postaci jak i samej historii włożył, jak dużo pomysłowości i pracy przez te kilka lat aby dać nam naprawdę satysfakcjonujące i wysokie jakościowo zwieńczenie. Za to komiks w tak pięknej oprawie graficznej również wypada znakomicie, ilustracje świetnie prezentują nam postacie, ich uczucia oraz świat przedstawiony, mimo wszystko Battleworld czymś zwyczajnym nie jest i wykonując ilustracje do tego tytułu również należało wykazać się nielada kreatywnością.



Jako ogromny fan Marvela, multiwersalnych konceptów oraz postaci Reeda Richardsa (mój numer 1 w tymże uniwersum <3) czuję się naprawdę usatysfakcjonowany tym co dostałem gdyż komiks jest naprawdę wybitny i polecam go przeczytać każdemu. No może nie na start przygody z komiksami Marvela ale po drobnym wciągnięciu się oraz najlepiej po sadze Avengers Hickmana naprawdę warto przeczytać tenże komiks. A teraz nic innego nie pozostaje jak czekać i się zastanawiać jak wypadnie filmowa adaptacja przygotowywana przez Marvel Studios.

 


P.S. Mam nadzieję, że Pedro nie będzie grał Reeda w MCU.


Komentarze